nobody said it was easy
“Ze wszystkich moich przyjaciół jestem jedynym, jaki mi pozostał.”
i uwielbiam moją siostrę za to, że potrafi tak wspaniale pisać i przelewać swoje uczucia na papier. zgadzam się z nią w milionie procent.
“Jesteś częścią świata, który nosisz w sobie. Cholernie małym elementem. A wydaje ci się, żeś wielki. Masz się za pana. Króla. Kogoś kto rządzi, kto opanowuje przyrodę, kosmos, stworzenie . Że stworzono cię do rzeczy wielkich. I żyjesz w takim przeświadczeniu. Wznosisz, budujesz, tworzysz. A to wszystko nędzne. Jesteś kłamstwem. Masz swój mały kawałek świata i niszczysz go. Plujesz na niego. Depczesz. Gnieciesz. Marnotrawisz. Eksploatujesz. Rzygasz na niego. Nie dbasz. Jesteś pyszny. Arogancki. Mówisz, że masz boga w sercu. Kpisz sobie. Upychasz swoje życie w formy, foremki, odlewasz ciągle te same wzory. Pieczątki. Powtarzasz się aż do obrzydzenia. A powtarzasz się w złu. Chodzisz do kościoła. A w domu bijesz, wyzywasz, poniżasz. Stać cię tylko na formę. Forma! Magia formy! Masz bzika na punkcie formy. Żeby ludzie widzieli. Rodzina, szczęście. Prawie, że obrazek. A w domu aż huczy od ciszy, od której można ogłuchnąć. i boisz się. Bo ciągle jesteś nikim. Ale nie poddajesz się. Udajesz. Albo wierzysz, że nie udajesz. i patrzysz w telewizor. Internet. Ogłupiający. Niech ogłupia, lepsze to niż prawda. Łatwiejsze. Zapychacz myśli. Wrzuci ci coś do głowy i masz spokój. Nie musisz sam się wysilać i formułować własnych myśli. Masz gotowe. Tak dużo jak tylko chcesz, by czasem nie zachciało ci się autorefleksji. Więc skaczesz po kanałach, szybciej, żeby cię nie dopadła. Pustka. Chociaż.. i tak jesteś już ślepy. Nie widzisz jej. Tak wygodniej. No bo co można zrobić. Więc bawisz się w farsę. A taką masz z tego frajdę. Produkujesz maski. Wciągasz je na twarz. Ciasno pod nimi. Zniekształcasz ją. Deformujesz. Oszpecasz. Tak długo, aż wstydzisz się ją pokazać. Bo stajesz się o potworem. Boisz się spojrzeć w lustro. Co zobaczysz? Nie umiesz patrzeć w siebie. Czym jest to, co masz pod maską? Tobą, czy może czymś narzuconym przez świat? Nie bywasz prawdziwy. Nie pokazujesz Siebie. Jeszcze okazałoby się, że nie jesteś medialny i ośmieszono by cię w jakimś tanim pisemku. Nie wiesz kto to człowiek. Czasem, gdy spotykasz go gdzieś wśród tłumu, przypomina Ci się, że był. Ale szybko zapominasz. Bo nie chcesz pamiętać. Byle szybciej, więcej, głośniej. Inny, którego spotkasz na co dzień jest przedmiotem. Pudełkiem, wypchanym banałem. Infantylizujecie na poważne tematy. Ale jesteście z siebie dumni, że macie głos. I cieszycie się, gdy obok was umierają ludzie. I bawi was to. I śmiejecie się z umierających. Bo tacy oni śmieszni. Bo szukali czegoś więcej. Bo tacy byli naiwni i pokraczni. Wam oczywiście nie chce się pofatygować i szukać. Bo po co. Po co dowiadywać się czegoś więcej, jak ma się swoje przytulne minimum? Wysilać się? Skądże. I bawicie się ludźmi. Kobietami. Obiektami seksu. Cyckami. Fajną dupą. Fajnym ruchaniem. Głupią cipą. I oglądacie porno. Co wieczór. i podniecacie się jak zwierzęta. Wszystko musicie obedrzeć z piękna. Rozszarpać. Podrzeć na kawałki. Wyuzdać. Jeszcze bardziej, mocniej. Przelecieć, zerżnąć. Najlepiej w kilku naraz. W ramach wypadu z kumplami. Po kolei, żeby śmiesznie było. Żeby dać upust swojemu zbydlęceniu. Popijając wódę. Więcej wódki, więcej. Jeszcze. Jeszcze. Niech płynie rzeką. Niech stanie się wyznacznikiem człowieczeństwa. A potem spotkacie panie, tak samo nędzne. Całe rozkoszne. Świecące. Błyszczące. Piękne. Zgrabne. Jak kukły cekinowe wypchane trocinami. I będą ocierać się o was. I będą robić dla was wszystko. A przede wszystkim rozbierać się. Bo czym mają zaimponować? I czym innym mogłyby zaimponować wam? I będą się wyzywać, obgadywać, siać plotki. I będą zazdrosne. I będą konkurować. I będą walczyć o swoją wolność do granic absurdu. A i tak jej nie dostaną. Bo szanować się nie potrafią. I szanować ich nikt nie potrafi. Teraz można wszystko. Wszystko wolno. Szargać kimś innym. Lubować się w swoich rozrywkach, ekshibicjonizmie moralnym. Taplać się w głupocie. Bawić się głupotą. Dennością. I pazernie czekać aż ktoś się ośmieszy. Aż żona się przyzna, że zdradziłaby męża, aż ksiądz wyzna, że podczas odprawiania mszy ma fantazje seksualne. I wtedy wasz świat rzuca się w wir przypuszczeń, rozważań, wreszcie jest o czym pogadać przy obiedzie. Szukacie taniej sensacji. Łapczywie łykacie cały chłam, który wciskają wam wszędzie. I błagacie o jeszcze. A was coraz mniej. Mordujecie. Gwałcicie. Dokonujecie makabrycznych mordów. Strzelacie do ludzi. Wkładacie dzieci do zamrażarki, do mikrofalówki. Przetrzymujecie je w piwnicach. Gwałcicie córki. Wnuczki. Bijecie żony. Pijecie. Awanturujecie się. Jesteście w piekle. Robicie piekło. Macie się za nieśmiertelnych. I nie stać was na skruchę. Na przepraszam. Na wybaczam. Nie przyznacie się do błędu. Bo tylko wy wiecie jak jest naprawdę. Tylko wasze cierpienia się liczą. A tacy niby silni jesteście. A marny z was kłębek lęków. Bo boicie się. Cholernie się boicie, drżycie co noc. Bo kasa, bo samochód, bo dom, bo nowa prostownica i nowa szminka. Bójcie się. Gromadźcie. Zbierajcie zapasy. Im więcej rzeczy tym bezpieczniej, tym większe złudzenie, że coś się ma. Ale to tylko iluzja. Ogromna iluzja i wszechświatowe zakłamanie. A gdyby tak kiedyś ktoś zrobił pstryk i zabrał wam to wszystko? Nie zostałoby wam nic. Bo nie macie nic oprócz rzeczy i przedmiotów. Macie tylko puste wartości i nazwy. Puste przyjaźnie. Puste życie. Wasze życie jest puste. Rozejrzyjcie się. Wszędzie nic. Wszechogarniające Nic. żadnych stałych wartości. Nic prawdziwego. Wszystko powierzchowne. No spójrz jeszcze raz królu wszechrzeczy? Co masz wokół siebie? Marionetki. Skaczą. Bawią publikę. Ale czy bawią tego, kto ciągnie za sznurki? Mógłbyś znaleźć prawdę. Ale na takie wyzwanie chyba cię nie stać. Bo sam jesteś spustoszony. Bo wcale nie jesteś stworzony do rzeczy wielkich. A do małych. Do małych podłości i nikczemności. Kto cię stworzył i po co? Po co żyjesz? Po co? Masz swój element i kruszysz całą konstrukcję. Bo nie jesteś jeden a jest was miliony. Dalej więc, do dzieła. Zniszczcie wszystko.. palcie, banalizujcie, kłamcie, grajcie tysiące ról, gubcie świat dla waszych rozkoszy. Gińcie razem z nim. Gińcie! “




19/01/2010 @ 19:15
ależ Tyś piękna<3 i siostra też zdolna bestia.
19/01/2010 @ 19:17
piękna Ola.
19/01/2010 @ 22:52
Niesamowity tekst, dwie piosenki które uwielbiam i te zdjęcia… Szczególnie ostatnie-cudowne;)
Pozdrawiam;)
24/01/2010 @ 10:59
też wolisz wersję koncertową cp – scientist ? : )
28/01/2010 @ 21:01
ten tekst jest prześwietny! w 100% się zgadzam z tym co napisała twoja siostra. niesamowcie opisała dzisiejszą rzeczywistosc, talent!
30/01/2010 @ 20:54
wiem, że teraz przynudzę ale ja strasznie lubię oglądać twoje sesje i całe przygotowania no mega to jest, a że za polskim (w sensie z przedmiotów szkolnych) nie przepadam toteż nie za bardzo lubię notki takie jak te, ale trzeba przyznać że tekst jest dobry, chociaż nie doczytałam do końca… =\
10/02/2010 @ 20:06
,,Marionetki. Skaczą. Bawią publikę. Ale czy bawią tego, kto ciągnie za sznurki?” myslę, że ostatecznie bawią tylko Jego.
Dobry tekst. podziel się kiedyś czymś bardziej… z fabułą, z długimi zdaniami (co nie świadczy o zbytnim werbaliźmie, oczywiście).
i zapraszam na http://www.tworczosc-sniezki.blog.onet.pl
Zdjęcia… na tym nie znam się zupełnie. Ale robią baaardzo pozytywne wrażenie.